Private

Wiosną

1 min min read - April 21, 2005

Wiosną czas leci szybciej. Godziny mijają w oka mgnieniu, dni zlatują niezauważone. Informacje rozmywają się na wietrze, a wspomnienia wydają się wyjątkowo świeże. Idziesz jak niby nic, choć tak naprawdę siedzisz przy swoim biurku - idziesz przez park i spoglądasz na kwitnącą wiśnię. W Parku Kasprowicza stoi jedna. Pachnie cudownie. Chciałbym zerwać gałązkę białych, niewinnych kwiatów o woni tak słodkiej jak te jedyne wymarzone usta… ale po co… i tak nie sięgnę by darować. Czujesz powiew bryzy znad Dąbskiego, a kamera przechodzi poniżej linii mostka ujmując cały majestat Twojej osoby zaginionej w ezoterycznym samobycie. Ktoś przejechał na rowerze, ktoś przeszedł, pies odlał się w okolicy. Nic jednak nie zwraca Twojej uwagi. Odpływasz, wznosząc ramiona unosisz się na wietrze, a kamera wraz z Tobą, jednak wolniej, spiralnie obchodząc Twoją postać. Matrix… Supermen… nie, to Mięta, Wiosna, Chemia, Endorfina czy inny czort go wie. Jesteś? Byłaś? Boisz się. Czego? Skutków? Siebie? Tego co się stać może, a nie powinno. Ja też się boję. Tego co się stać nie może, a mogło by. Boję się tracić szanse i przepuszczać je przez ręce, których nie mogę zawrzeć w pięści… Chwyć moją rękę. Jak spadniemy to oboje… Mnie i tak ciągnie ku górze.

Next article

Private
  • Ale? Jak to? Dlaczego?

Wyraźnie widziałem jego zaskoczenie, które prawie odebrało mu mowę. I chyba nie tylko jemu. Jednak ten moment musiał nastąpić. Każdy kto znał mnie wystarczająco długo wiedział, że trudno zatrzymać mnie w jednym miejscu. I tak samo było tym razem. Choć każdy szukał powodów… na siłę może by je znalazł. Jest tylko jeden pełny i prawdziwy: rozwój. Nie jestem już tym samym Sielay’em co rok temu, co dwa lata, … nie jestem tym Sielay’em, co pół roku temu, gdy jeszcze byłem małym dzieckiem… Los jednak dobrze zna moje słabości, lecz nie jest złośliwy. Wie, że gdy kopnie mnie ja nie poddam się i powstanę silniejszy. Wie, że gdy postawi przede mną mur to go przeskoczę niczym Wałęsa, a dalej poszybuję jak Małysz… Dobrze wie, że brak zmian mnie zabija. A jedynie możliwość kroczenia po krawędzi noża wprawia mnie we wręcz podniecającą ekstazę… Lubię patrzeć, jak tak wielu ludziom i rzeczom nie udało się sprawić bym nie powstał… nie, oni tylko mi pomogli w swojej naiwności. Lubię też patrzeć, jak tak wielu ludzi wciąż pamięta mnie i wiem, że cenią to co z nimi lub dla nich zrobiłem. Wiem, że spaliłem wszystkie mosty, które prowadziły do nikąd, ale nie barykadowałem dróg, które mogę rozbudować niegdyś do autostrad.

read more…

1 min min read - May 19, 2005

Previous article

Private

cruel a, 1 okrutny 2 srogi 3 bezlitosny Czasem ponoszą nerwy. Ale nie uważam, aby mnie poniosły. Czasem bywam bezlitosny, ostry, chamski i stanowczy. Uważam, że dzisiaj nie byłem. Czasem depczę po innych i pastwię się - dziś tego nie robiłem. Ja dzisiaj tylko postawiłem na swoim, bo miałem rację. W wielu sprawach. Ale tak jakoś milej i pewniej. Bo skoro uważam, że rację mam i co najważniejsze potrafię to umotywować, to gdzie tu miejsce na zejście z tonu. Ton używany z rozsądkiem jest potrzebny. A miękkość wymaga twardego siedzenia… ja już nie nadstawiam, więc kopniaków nie oczekuję. A wszystko znów się rozchodzi o szacunek. Szanujesz siebie, szanujesz innych, wymagasz szacunku i szacunek otrzymujesz. Nie ma miejsca na brak szacunku w życiu prywatnym, szkole, pracy, czy na szarym przystanku. Brak szacunku oznacza anihilację. Krótka piłka, rachunek zysków i strat i tyle. Nie po to zdobyłem tego Technika Ekonomistę by nie umieć liczyć, na siebie zwłaszcza. Przyjaciele to też sprawa szacunku. Szanuję ich, dlatego nie wymagam by byli idealni. Są ludźmi. Oni też nie powinni oczekiwać zbyt wiele i raczej tego nie robią. Oczekiwania stawiam sobie. A raczej swojej ambicji i wzjamnie. Fajna ta ambicja… podoba mi się… może zabrać ją gdzieś wieczorem?

read more…

1 min min read - April 20, 2005