Private

Cruel

1 min min read - April 20, 2005

cruel a, 1 okrutny 2 srogi 3 bezlitosny Czasem ponoszą nerwy. Ale nie uważam, aby mnie poniosły. Czasem bywam bezlitosny, ostry, chamski i stanowczy. Uważam, że dzisiaj nie byłem. Czasem depczę po innych i pastwię się - dziś tego nie robiłem. Ja dzisiaj tylko postawiłem na swoim, bo miałem rację. W wielu sprawach. Ale tak jakoś milej i pewniej. Bo skoro uważam, że rację mam i co najważniejsze potrafię to umotywować, to gdzie tu miejsce na zejście z tonu. Ton używany z rozsądkiem jest potrzebny. A miękkość wymaga twardego siedzenia… ja już nie nadstawiam, więc kopniaków nie oczekuję. A wszystko znów się rozchodzi o szacunek. Szanujesz siebie, szanujesz innych, wymagasz szacunku i szacunek otrzymujesz. Nie ma miejsca na brak szacunku w życiu prywatnym, szkole, pracy, czy na szarym przystanku. Brak szacunku oznacza anihilację. Krótka piłka, rachunek zysków i strat i tyle. Nie po to zdobyłem tego Technika Ekonomistę by nie umieć liczyć, na siebie zwłaszcza. Przyjaciele to też sprawa szacunku. Szanuję ich, dlatego nie wymagam by byli idealni. Są ludźmi. Oni też nie powinni oczekiwać zbyt wiele i raczej tego nie robią. Oczekiwania stawiam sobie. A raczej swojej ambicji i wzjamnie. Fajna ta ambicja… podoba mi się… może zabrać ją gdzieś wieczorem?

Next article

Private

Wiosną czas leci szybciej. Godziny mijają w oka mgnieniu, dni zlatują niezauważone. Informacje rozmywają się na wietrze, a wspomnienia wydają się wyjątkowo świeże. Idziesz jak niby nic, choć tak naprawdę siedzisz przy swoim biurku - idziesz przez park i spoglądasz na kwitnącą wiśnię. W Parku Kasprowicza stoi jedna. Pachnie cudownie. Chciałbym zerwać gałązkę białych, niewinnych kwiatów o woni tak słodkiej jak te jedyne wymarzone usta… ale po co… i tak nie sięgnę by darować. Czujesz powiew bryzy znad Dąbskiego, a kamera przechodzi poniżej linii mostka ujmując cały majestat Twojej osoby zaginionej w ezoterycznym samobycie. Ktoś przejechał na rowerze, ktoś przeszedł, pies odlał się w okolicy. Nic jednak nie zwraca Twojej uwagi. Odpływasz, wznosząc ramiona unosisz się na wietrze, a kamera wraz z Tobą, jednak wolniej, spiralnie obchodząc Twoją postać. Matrix… Supermen… nie, to Mięta, Wiosna, Chemia, Endorfina czy inny czort go wie. Jesteś? Byłaś? Boisz się. Czego? Skutków? Siebie? Tego co się stać może, a nie powinno. Ja też się boję. Tego co się stać nie może, a mogło by. Boję się tracić szanse i przepuszczać je przez ręce, których nie mogę zawrzeć w pięści… Chwyć moją rękę. Jak spadniemy to oboje… Mnie i tak ciągnie ku górze.

read more…

1 min min read - April 21, 2005

Previous article

Private

I oto nadjechał. Powoli jego sylwetka wynurzyła się z cienia bramy. Proste plecy, czarna linia fraku i spojrzenie spod toczka tak pewne. Nawet ogier był wyjątkowo spokojny. Jakby był częścią jeźdźca. A ona? Stała bez ruchu. A może jej tam nie było? Jakie imie masz? Gdzie jesteś? Kim jesteś?Brak odpowiedzi. Wcale jej tam nie było. Ani nie było rumaka, fraku. Był on. Mógł sięgnąć. Mógł ruszyć i brać wszystko w okół. Co go mogło powstrzymać? Brał co chciał. Ale jej nie brał. Dlaczego? Bo nie było jej. Jak mógł brać czegoś, kogoś, kogo nie ma. Nie istnieje, a może po prostu nie dane jest mu wiedzieć kim / czym / jakim bytem jest owa Ona. Uśmiechnął się sam do siebie. Przetarł oczy. Powoli podniósł głowę. Nie… jeszcze chwilę pośpi.

read more…

1 min min read - April 17, 2005